Dermascan Lorin
Parking przed budynkiem
Jestem Kosmetologiem oraz posiadam wykształcenie medyczne jako Asystentka Stomatologiczna Zajmuje się wykonywaniem zabiegów i laseroterapią , dodatkowo prowadzę szkolenia Branżowe oraz prowadzę grupę Edukacyjną od 8 lat Kosmetologia moja pasja.
07/06/2026
Organizm nie zna pojęcia mezoterapii, peelingu chemicznego czy lasera CO₂. Dla komórek jest tylko jedno: uraz.
A każdy uraz uruchamia ten sam biologiczny program naprawczy oparty na stanie zapalnym, aktywacji fibroblastów i produkcji kolagenu.
Gdy proces ten jest powtarzany zbyt często lub zbyt agresywnie, naturalna regeneracja może przejść w patologiczne włóknienie.
Ile razy można wbijać igłę w tę samą tkankę, zanim organizm powie: dość?
To pytanie rzadko pojawia się w reklamach zabiegów.
Znacznie częściej słyszymy o rewitalizacji, stymulacji, odżywieniu skóry, koktajlach, aminokwasach i witaminach.
Tymczasem biologia nie zna pojęcia „zabieg upiększający”.
Biologia widzi tylko jedno.
Uraz.
Dla organizmu każda igła przebijająca skórę oznacza przerwanie ciągłości tkanek.
Nie ma znaczenia, czy jest to mezoterapia, biostymulator, wypełniacz czy pobranie krwi. W miejscu wkłucia rozpoczyna się dokładnie ten sam proces: stan zapalny, aktywacja układu odpornościowego, napływ komórek zapalnych, pobudzenie fibroblastów i przebudowa tkanek.
Tak wygląda gojenie każdej rany.
Nie jest to teoria. Nie jest to opinia. To podstawowa fizjologia opisana w literaturze naukowej dotyczącej naprawy tkanek i gojenia ran.
Mało kto mówi jednak o drugiej stronie medalu.
Jeżeli uraz jest powtarzany wielokrotnie, organizm wielokrotnie uruchamia ten sam mechanizm naprawczy. A każda naprawa pozostawia po sobie ślad biologiczny.
Najpierw jest stan zapalny.
Potem przebudowa.
Potem kolejny uraz.
Kolejna przebudowa.
I kolejny.
Tkanki nie są stworzone do niekończącego się cyklu uszkadzania i naprawiania.
Dlatego w literaturze medycznej przewlekły lub powtarzający się uraz jest uznawany za jeden z mechanizmów prowadzących do włóknienia tkanek. Nadmierna aktywacja fibroblastów może skutkować nie tylko produkcją nowego kolagenu, ale również jego nieprawidłowym odkładaniem, zgrubieniami, utratą elastyczności, powstawaniem guzków, zrostów oraz zmianami struktury skóry.
Najbardziej narażone są osoby ze skórą przewlekle zapalną, aktywnym trądzikiem, zaburzeniami gojenia, skłonnością do bliznowców, chorobami autoimmunologicznymi oraz osoby poddawane częstym procedurom iniekcyjnym w tych samych okolicach twarzy.
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć:
„Czy mezoterapia igłowa wywołuje stan zapalny?”
Bo wywołuje. Każde wkłucie wywołuje.
Pytanie powinno brzmieć:
„Czy kolejny zabieg jest naprawdę potrzebny?”
Bo organizm nie liczy ampułek.
Nie interesuje go marketing.
Nie wie, ile kosztował preparat.
Pamięta tylko jedno.
Że został uszkodzony i musi się naprawić.
Czyli co musisz zapamiętać ,kiedy planujesz kolejne zabiegi? Uraz, który jest powtarzany wielokrotnie, może spowodować zamiast pięknej skóry i odmłodzenia, pogorszenie jakości skóry i blizny.
W świecie medycyny i biologii więcej nie zawsze oznacza lepiej.
Czasami największym błędem nie jest wykonanie jednego zabiegu.
Największym błędem jest przekonanie, że tkanki można bez końca nakłuwać, drażnić i stymulować bez żadnych konsekwencji.
Bo skóra ma niezwykłą zdolność regeneracji.
Ale nawet ona ma swoje granice.
A kiedy zostaną przekroczone, organizm przestaje budować zdrową tkankę.
Zaczyna budować bliznę.
Klauzula ochrony treści
Materiał ma charakter wyłącznie edukacyjny i informacyjny. Jego celem jest przedstawienie biologicznych mechanizmów gojenia tkanek, reakcji zapalnej oraz procesów przebudowy skóry opisanych w literaturze naukowej. Treść nie odnosi się do żadnej konkretnej osoby, marki, produktu, gabinetu, producenta, dystrybutora ani metody terapeutycznej.
Przedstawione informacje nie stanowią porady medycznej, diagnozy ani zaleceń terapeutycznych. Każdy przypadek kliniczny wymaga indywidualnej oceny stanu zdrowia, wskazań, przeciwwskazań oraz ryzyka przez odpowiednio wykwalifikowanego specjalistę.
Autor nie twierdzi, że każda procedura z użyciem igły prowadzi do powikłań, zwłóknień lub niepożądanych efektów. Wskazuje jedynie na znane i opisane w literaturze naukowej mechanizmy biologiczne zachodzące po uszkodzeniu tkanek oraz potencjalne konsekwencje wynikające z powtarzających się urazów, przewlekłego stanu zapalnego lub nieprawidłowo prowadzonego procesu gojenia.
Publikacja ma na celu promowanie świadomej zgody, edukacji zdrowotnej, krytycznego myślenia oraz podejmowania decyzji w oparciu o aktualną wiedzę naukową i medyczną. Wszelkie wnioski należy interpretować w kontekście indywidualnej sytuacji pacjenta oraz aktualnych danych naukowych.
07/06/2026
Przecież jestem zdrowa. Co może się stać?”
To jedno z najczęściej powtarzanych zdań przed zabiegiem powiększania ust.
I właśnie dlatego warto mówić o tym głośno.
Bo problem polega na tym, że większość osób myśli o powikłaniach jak o czymś, co dotyczy wyłącznie osób chorych, obciążonych immunologicznie albo tych, u których wykonano zabieg nieprawidłowo.
Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.
Nie ma dnia, żeby na grupach poświęconych powikłaniom po zabiegach estetycznych nie pojawiały się nowe historie. Kobiety pokazują zdjęcia obrzęków, guzków, asymetrii, przewlekłych stanów zapalnych, migracji preparatu czy zmian, które pojawiły się wiele miesięcy po zabiegu.
I często słyszą:
“To niemożliwe, przecież zabieg był dawno.”
A jednak jest możliwe.
Kwas hialuronowy nie jest dla organizmu niewidzialny. Po podaniu pozostaje w tkankach przez długi czas i może stać się miejscem, wokół którego aktywuje się reakcja zapalna lub immunologiczna.
Co ciekawe, nie musi to nastąpić od razu.
Według opisywanych w literaturze przypadków reakcję mogą wywołać między innymi:
• leczenie stomatologiczne,
• usuwanie zębów,
• leczenie kanałowe,
• zapalenie dziąseł,
• infekcje wirusowe i bakteryjne,
• aktywny trądzik,
• przewlekłe stany zapalne skóry,
• choroby autoimmunologiczne,
• pobudzenie układu odpornościowego po infekcji lub szczepieniu.
Dlaczego?
Bo układ immunologiczny nie działa jak przełącznik “włączony” lub “wyłączony”.
Kiedy organizm wykrywa zagrożenie, aktywuje komórki odpornościowe, makrofagi, limfocyty oraz liczne mediatory stanu zapalnego. W normalnych warunkach ich zadaniem jest walka z infekcją lub naprawa uszkodzonych tkanek.
Problem pojawia się wtedy, gdy w tkankach znajduje się materiał podany wcześniej podczas zabiegu.
W takich sytuacjach układ odpornościowy może zacząć reagować również wokół miejsca podania wypełniacza. Pojawia się obrzęk, zaczerwienienie, bolesność, stwardnienia, guzki lub przewlekły proces zapalny.
I właśnie dlatego stomatologia jest tak często wymieniana w publikacjach naukowych.
Jama ustna jest jednym z największych skupisk bakterii w organizmie człowieka. Każde leczenie zęba, ekstrakcja, stan zapalny przyzębia czy nawet przewlekły problem stomatologiczny mogą pobudzać układ odpornościowy.
Podobnie jest z trądzikiem.
Osoby z aktywnym trądzikiem, nawracającymi zmianami ropnymi, zapaleniem mieszków włosowych czy przewlekłym stanem zapalnym skóry funkcjonują w środowisku zwiększonej aktywacji immunologicznej. To nie oznacza, że powikłanie wystąpi na pewno. Oznacza jednak, że czynnik ryzyka istnieje i powinien być uwzględniony podczas kwalifikacji.
Największy mit?
Że problem dotyczy wyłącznie osób chorych.
Nie.
Literatura opisuje również przypadki osób młodych, zdrowych, bez chorób autoimmunologicznych, bez alergii i bez obciążeń zdrowotnych, u których również wystąpiły reakcje późne.
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć:
“Czy kwas jest bezpieczny?”
Żaden zabieg medyczny ani estetyczny nie jest całkowicie pozbawiony ryzyka.
Pytanie powinno brzmieć:
“Czy osoba wykonująca zabieg potrafi ocenić moje indywidualne ryzyko i poradzić sobie z powikłaniem, jeśli ono wystąpi?”
Bo zdjęcie “przed i po” pokazuje 15 minut.
Powikłania pokazują prawdę o poziomie wiedzy osoby wykonującej zabieg.
Klauzula ochrony treści
Materiał ma charakter edukacyjny i opiera się na danych publikowanych w literaturze naukowej. Nie odnosi się do żadnego konkretnego produktu, producenta, gabinetu ani osoby wykonującej zabiegi. Celem publikacji jest zwiększanie świadomości dotyczącej kwalifikacji do zabiegów oraz znanych w medycynie działań niepożądanych związanych z wypełniaczami.
07/06/2026
Czy można poprawić wygląd skóry bez igieł i bez wypełniaczy?
To zdjęcie wykonano po dwóch zabiegach terapii TECAR, a efekt oceniono po 3 miesiącach.
Cała procedura została przeprowadzona nieinwazyjnie, z wykorzystaniem bransoletek będących elementem obwodu terapeutycznego oraz głowicy pojemnościowej.
Przez wiele lat przyzwyczajano nas do myślenia, że poprawa wyglądu skóry wymaga podania jakiejś substancji. Tymczasem tkanki posiadają własne mechanizmy regeneracji, które można stymulować odpowiednio dobraną energią.
W tym przypadku nie zastosowano:
• wypełniaczy,
• toksyny botulinowej,
• biostymulatorów,
• nici,
• zabiegów ablacyjnych.
Mimo to po 3 miesiącach można zauważyć:
• spłycenie zmarszczek,
• poprawę napięcia skóry,
• lepszą jakość tkanek,
• bardziej jednolitą strukturę skóry,
• świeższy i mniej zmęczony wygląd twarzy.
Najciekawsze jest to, że efekt nie pojawił się następnego dnia. Skóra przebudowywała się przez kolejne tygodnie. To właśnie dlatego ocena została wykonana po 3 miesiącach, gdy procesy naprawcze i przebudowa macierzy pozakomórkowej zdążyły osiągnąć swój pełniejszy efekt.
Nie każda twarz wymaga igły. Czasem wystarczy zrozumieć fizjologię skóry i dać jej odpowiednie warunki do regeneracji.
Klauzula ochrony treści
Materiał ma charakter edukacyjny i informacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani obietnicy uzyskania identycznych rezultatów. Efekty terapii zależą od wieku, stanu skóry, stylu życia, stanu zdrowia oraz indywidualnych predyspozycji organizmu. Zdjęcia przedstawiają konkretny przypadek i nie gwarantują uzyskania takich samych efektów u każdej osoby.
06/06/2026
Po przeprowadzeniu ostatnio trochę szkoleń z terapii Tecar, muszę się podzielić przemyśleniami.
Zaznaczam, były to różne urządzenia i różne sprzęty. Wcześniej cake lata pracowałam na Winback.
A mianowicie….
TECAR to nie zabawa. To energia, która realnie oddziałuje na tkanki. I właśnie dlatego może pomagać, ale może też szkodzić.
Dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę na bardzo ważną kwestię.
Bo naprawdę muszę przyznać, że jestem zaniepokojona.
Piszę to z pełną odpowiedzialnością, ponieważ pracuję z tą technologią od blisko 10 lat i miałam okazję poznać wiele urządzeń, protokołów oraz materiałów szkoleniowych różnych producentów i dystrybutorów.
I od razu podkreślę.
Ten post nie jest skierowany przeciwko żadnej konkretnej firmie, marce, dystrybutorowi czy szkoleniowcowi.
Nie taki jest jego cel.
Chcę zwrócić uwagę na problem, który widzę coraz częściej i który może mieć realny wpływ na bezpieczeństwo klientów oraz jakość wykonywanych zabiegów.
Posiadanie urządzenia za 100, 150 czy 200 tysięcy złotych nie gwarantuje zawsze pozytywnych efektów.
Znam zarówno wersje medyczne tych urządzeń, jak i kosmetyczne.
Cena sprzętu nie zastąpi wiedzy.
Nie zastąpi znajomości anatomii, fizjologii, procesów gojenia, przebudowy tkanek ani zrozumienia tego, jak energia wysokiej częstotliwości zachowuje się w organizmie człowieka.
Po ostatnich analizach różnych protokołów szkoleniowych momentami miałam wrażenie déjà vu.
Patrzyłam na zalecenia dotyczące zabiegów na twarz i widziałam rozwiązania bardzo przypominające protokoły wykorzystywane od lat w fizjoterapii, przy pracy z bólem, przeciążeniami, urazami, obrzękami czy rehabilitacją po złamaniach.
Tylko że twarz to nie kolano.
Powieka to nie bark.
Policzek to nie mięsień czworogłowy uda.
A terapia anti-aging nie jest tym samym co terapia przeciwbólowa.
To zupełnie inne tkanki, inne unaczynienie, inna ilość tkanki tłuszczowej, inne ryzyko i zupełnie inne konsekwencje błędów.
Dlatego ogromnie niepokoi mnie, gdy słyszę o wykonywaniu zabiegów TECAR na twarz co tydzień, a czasem nawet dwa razy w tygodniu.
Jeszcze większe obawy budzi u mnie rutynowe stosowanie głowic rezystywnych na twarz bez wyraźnych wskazań.
Nie zgadzam się w mojej ocenie i wiedzą jak działa ta terapia ,z wykonywaniem zabiegów z użyciem głowic pojemnościowych na górnych powiekach.
Nie mogę podzielić opinii, że można pracować na aktywnym stanie zapalnym czy tkankach zmienionych „ chorobowo”
W fizjoterapii chodzi o zupełnie inne działanie i inne wskazania.
Tego nie można przekładać na twarz.
Najważniejsze: nie znalazłam dobrych, randomizowanych badań na zabiegi TECAR twarzy w medycynie estetycznej, które potwierdzałyby popularne protokoły typu: twarz co tydzień, powieki, rutynowe użycie głowic pojemnościowych w tym obszarze , intensywne serie anti-aging wykonywanych bez zachowania odpowiednich interwałów czasowych.
Są natomiast badania dotyczące:
zastosowań fizjoterapeutycznych, bólu, mięśni, urazów, temperatury tkanek, rehabilitacji oraz pojedyncze prace estetyczne dotyczące głównie ciała, np. wiotkości skóry lub tkanki tłuszczowej brzucha.
Jedno świeże badanie opisuje TECAR w redukcji wiotkości skóry i miejscowej tkanki tłuszczowej, ale dotyczy okolicy brzucha, nie twarzy.
Przegląd systematyczny z 2023 r. wskazuje, że TECAR jest stosowany od lat, ale liczba badań jest mała, a efekty nadal nie są jednoznacznie ustalone.
Dotyczy to terapii stosowanej na twarz i w odmładzaniu. W mojej opinii, terapia daje efekty ale musicie zwracać uwagę, jak ją wykonujecie.
Zrobicie to, co chcecie, ja nie mam wpływu na Wasze decyzje i wybory….. to Wy decydujecie zawsze i wszędzie .
Jednak pamiętajcie o jednym…..
Tutaj nie ma tutaj znaczenia, czy urządzenie kosztowało 20 tysięcy czy 200 tysięcy złotych.
To moja opinia i wynika z wiedzy ogólnie dostępnej w publikacjach i badaniach naukowych.
Oraz z wielu lat pracy z tą technologią w Beauty i wykonaniu ogromnej ilości tych zabiegów.
Praw fizyki nie da się kupić.
Tkanka nie wie, ile kosztował sprzęt.
Tkanka reaguje na energię, czas ekspozycji, temperaturę, głębokość działania i stan biologiczny organizmu.
TECAR nie jest zabiegiem kosmetycznym polegającym na delikatnym masażu twarzy.
To technologia, która wywołuje konkretne procesy biologiczne.
Wpływa na mikrokrążenie.
Wpływa na metabolizm komórkowy.
Wpływa na procesy naprawcze.
Wpływa na temperaturę tkanek.
A każda ingerencja biologiczna wymaga czasu na regenerację.
Dlatego nie mogę zgodzić się z narracją, że skoro urządzenie pracuje na stałej częstotliwości, to nie da się przeciążyć lub przegrzać tkanek.
Da się.
Wystarczy źle dobrać czas zabiegu, obszar zabiegowy, intensywność lub częstotliwość wykonywania procedur.
Skutkiem mogą być między innymi przewlekłe przeciążenie tkanek, niekontrolowane reakcje zapalne, pogorszenie jakości skóry, zaburzenia regeneracji, a także utrata objętości tkanki podskórnej tam, gdzie zależy nam na jej zachowaniu.
Dlatego apeluję do wszystkich operatorów oraz Was jako potencjalnych klientów o zadawanie pytań przed zabiegiem.
Nie pracujcie wyłącznie według gotowych tabel.
A jako klienci macie czuć się bezpiecznie i pewnie, w rękach swoich zabiegowców.
Czy to w gabinetach medycznych czy kosmetycznych.
Nie zakładajcie, że skoro coś zostało wpisane do protokołu szkoleniowego, to automatycznie jest optymalnym rozwiązaniem dla każdego klienta.
Analizujcie.
Pytajcie.
Weryfikujcie.
Uczcie się biologii tkanek.
Bo odpowiedzialność za zabieg nie spoczywa na producencie urządzenia, katalogu reklamowym czy prezentacji sprzedażowej.
Odpowiedzialność spoczywa na osobie, która trzyma głowicę w dłoni.
Powtórzę jeszcze raz.
Nie twierdzę, że TECAR jest złą technologią.
Wręcz przeciwnie. Uwielbiam tą technologię i będę ją zawsze polecać.
Ten post w żaden sposób nie neguje możliwości tego zabiegu oraz efektów.
Uważam, że jest to jedna z najciekawszych technologii wspomagających pracę z tkankami.
Ale tylko wtedy, gdy operator naprawdę rozumie, co robi.
Bo krzywdę można zrobić zarówno urządzeniem za 20 tysięcy złotych, jak i urządzeniem za 200 czy 300 tysięcy.
A biologii nie da się „ oszukać” marketingiem.
Klauzula ochrony treści
Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie edukacyjny i stanowi wyraz opinii autora opartej na wieloletniej praktyce zawodowej, doświadczeniu szkoleniowym, analizie literatury naukowej oraz wiedzy z zakresu anatomii, fizjologii i działania energii wysokiej częstotliwości w tkankach.
Publikacja nie odnosi się do żadnej konkretnej firmy, marki, producenta, dystrybutora, szkoleniowca ani urządzenia dostępnego na rynku. Jej celem jest zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo wykonywania zabiegów oraz konieczność krytycznej oceny protokołów szkoleniowych i zabiegowych.
Wszelkie podobieństwa do istniejących podmiotów są przypadkowe i wynikają wyłącznie z ogólnego charakteru omawianych zagadnień. Materiał nie stanowi pomówienia, reklamy porównawczej ani działania mającego na celu naruszenie dóbr osobistych jakiejkolwiek osoby lub podmiotu. Celem publikacji jest promowanie bezpieczeństwa klientów, odpowiedzialnej praktyki zawodowej oraz świadomego korzystania z technologii wykorzystywanych w kosmetologii i medycynie estetycznej
Dzisiaj dzień spędziłam bardzo pracowicie. Szkoliłam super dziewczynę z terapii Tecar w Warszawie. Efekty doskonałe ale aby takie były, musicie najpierw zrozumieć, jaką technologię posiadacie a to wymaga czasu i zaangażowania obu stron. Oraz przede wszystkim odpowiedniego szkolenia. Za niedługo podam szczegóły i będziecie mogły korzystać z tego wspaniałego zabiegu i przekonać się na własnej skórze ❤️❤️❤️
05/06/2026
Nie ma dwóch ludzi z takim samym przebiegiem naczyń w twarzy.
Nie ma dwóch identycznych ust.
Nie ma dwóch identycznych policzków.
Nie ma dwóch identycznych tętnic twarzowych.
I właśnie dlatego zabieg medycyny estetycznej nie powinien zaczynać się od pytania:
„Gdzie podać?”
Tylko od pytania:
„Co dokładnie znajduje się pod skórą tej osoby?”
Każdy z nas jest asymetryczny. Jedna strona twarzy może mieć inny układ naczyń, inne napięcie mięśni, inną grubość tkanek, inny drenaż limfatyczny i inną historię zabiegową. To, że na zdjęciu widzimy podobną bruzdę albo podobne usta, nie oznacza, że pod spodem znajduje się taka sama anatomia.
A preparat nie trafia do zdjęcia.
Preparat trafia do żywej tkanki.
Wypełniacz podany w złe miejsce może spowodować nie tylko grudkę czy asymetrię. Może dojść do ucisku naczynia, zamknięcia przepływu, niedokrwienia skóry, martwicy, a w skrajnych przypadkach nawet do utraty widzenia. To są opisane powikłania po wypełniaczach, nie „straszenie konkurencji”.
Dlatego obrazowanie tkanek, zwłaszcza USG , ma coraz większe znaczenie przed zabiegami z użyciem wypełniaczy.
Pozwala zobaczyć przebieg naczyń, głębokość struktur, wcześniejszy preparat i miejsca podwyższonego ryzyka. Badania wskazują, że USG może mapować tętnice twarzy i pomagać ograniczać ryzyko powikłań naczyniowych.
Szczególnie ważne jest to przy powiększaniu ust, pracy w okolicy nosa, bruzd nosowo-wargowych, doliny łez i okolicy oka. W badaniach opisano liczne warianty przebiegu tętnicy twarzowej oraz naczyń w okolicy ust, czyli dokładnie tam, gdzie bardzo często podaje się wypełniacze.
I teraz najważniejsze.
Nie można uczciwie powiedzieć, że sama asymetria twarzy automatycznie wyklucza każdy zabieg. To byłoby nadużycie.
Ale można powiedzieć coś znacznie ważniejszego:
asymetria, zmienność naczyń i indywidualna anatomia wymagają indywidualnej kwalifikacji, a nie pracy według kropek z internetu.
Bo twarz pacjenta nie jest planszą szkoleniową.
Nie wystarczy narysować punktów, podać tyle samo po obu stronach i liczyć, że organizm się dostosuje.
Organizm się nie dostosowuje do schematu.
To specjalista ma dostosować technikę do organizmu.
A jeśli ktoś nie wie, co znajduje się pod skórą, to nie wykonuje precyzyjnej medycyny estetycznej.
Pracuje na ślepo.
Tylko że konsekwencje tej ślepoty może ponieść pacjent.
Klauzula ochrony treści
Niniejszy materiał ma charakter edukacyjny, naukowy i publicystyczny. Jego celem jest popularyzacja wiedzy z zakresu anatomii, bezpieczeństwa zabiegów oraz profilaktyki powikłań. Publikacja nie stanowi porady medycznej ani kwalifikacji do zabiegu. Treść oparto na dostępnych publikacjach naukowych, danych anatomicznych oraz aktualnej wiedzy medycznej. Materiał nie odnosi się do żadnej konkretnej osoby, podmiotu ani przypadku. Powielanie, kopiowanie i wykorzystywanie treści lub grafik bez zgody autora jest zabronione. Cytowanie dozwolone wyłącznie z podaniem źródła zgodnie z prawem cytatu. © Fundacja Lex Beauty. Wszystkie prawa zastrzeżone.
05/06/2026
Narysuj kropki. Zrób zdjęcie. Wrzuć na Facebooka. Ekspert gotowy.
Jeszcze certyfikat z Canvy, fartuch z haftem i można ratować świat kolagenem.
Czasami czytam komentarze w grupach branżowych i naprawdę nie wiem, czy to jeszcze medycyna estetyczna, kosmetologia i biologia tkanek, czy już konkurs:
„Kto narysuje więcej kropek na policzku, ten zna anatomię.”
Schemat jest prosty, bo przecież po co utrudniać:
„Dziewczyny, gdzie podać?”
I zaczyna się konsylium profesorskie złożone z miniaturki profilowego, trzech emotek i pewności siebie na poziomie neurochirurga po stażu na YouTubie.
„Tu.”
„Tu też.”
„Ja bym jeszcze tu.”
„U mnie super działa.”
No cudownie.
Tkanki właśnie odetchnęły z ulgą, bo decyzję terapeutyczną podjęła sekcja komentarzy.
Potem pojawia się zdjęcie twarzy z kropkami, kreskami i strzałkami, jakby ktoś próbował zaplanować ewakuację z galerii handlowej.
I to ma być plan zabiegowy.
Nie wywiad.
Nie kwalifikacja.
Nie anatomia.
Nie analiza tkanek.
Nie ocena ryzyka.
Nie przeciwwskazania.
Kropki są. Nauka została pokonana.
Nikt nie pyta o grubość skóry.
Nikt nie pyta o podściółkę tłuszczową.
Nikt nie pyta o przebieg naczyń.
Nikt nie pyta o historię zabiegową pacjenta.
Nikt nie pyta o choroby, leki, blizny, skłonności do reakcji zapalnych.
Bo wiadomo ,po co pytać o pacjenta, skoro zdjęcie ma dobrą rozdzielczość.
Najważniejsze, żeby schemat był estetyczny.
Najlepiej pastelowy.
Żeby powikłanie przynajmniej miało ładną oprawę graficzną.
Tymczasem tkanki, złośliwe bestie, nie korzystają z Facebooka.
Nie znają trendów.
Nie szanują kropek.
Nie reagują na lajki.
Nie czytają komentarzy: „robiłam tak i było super”.
Każda twarz jest inna.
Każdy pacjent jest inny.
Każdy proces starzenia przebiega inaczej.
Każda reakcja biologiczna może pójść inaczej.
Ale po co komu indywidualna ocena, skoro można zastosować metodę:
kopiuj, wklej, wkłuj.
Najbardziej fascynujące jest jednak to, jak często twarde biostymulatory traktuje się jak mezoterapię z lepszym PR-em.
Kilka wkłuć.
Trochę produktu.
Zdjęcie przed i po.
Opis: „naturalna stymulacja”.
I magiczne słowo: „protokół”.
Bo jak nazwiesz przypadkowe kropki protokołem, to brzmi prawie naukowo.
Tylko że twarde biostymulatory to nie jest mgiełka do twarzy.
To nie jest kremik z drogerii.
To nie jest „odświeżenie skóry przed weekendem”.
To preparaty, które wywołują konkretną odpowiedź biologiczną tkanek. Wymagają wiedzy o anatomii, fizjologii, procesach gojenia, właściwościach materiału, technice podania i powikłaniach.
Tak, powikłaniach.
Tym nudnym fragmencie szkolenia, podczas którego część osób mentalnie już robi rolkę na Instagram.
Grudki.
Guzki.
Zwłóknienia.
Przewlekłe stany zapalne.
Asymetrie.
Migracja materiału.
To nie są „hejtujące energie” ani „zazdrość konkurencji”.
To realne problemy.
I niestety nie znikają po dopisaniu w poście:
„U mnie nigdy się nie zdarzyło.”
Bo biologia ma tę irytującą cechę, że nie pyta o nasze poczucie wyjątkowości.
Dlatego kiedy widzę pytanie:
„Dziewczyny, gdzie byście podały?”
to mam ochotę odpowiedzieć:
Najpierw podajcie sobie trochę pokory. Najlepiej głęboko.
A potem wiedzę.
Anatomię.
Kwalifikację.
Odpowiedzialność.
I świadomość, że pacjent to nie plansza szkoleniowa.
Bo jeśli o miejscu podania preparatu decyduje ankieta internetowa, to problem naprawdę nie dotyczy produktu.
Problem dotyczy osoby, która trzyma strzykawkę i myli zasięg posta z kompetencją.
Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich.
W branży są świetni specjaliści, którzy uczą się latami, analizują przypadki, znają anatomię i mają pokorę wobec tkanek.
Ale udawanie, że problem nie istnieje, to trochę jak narysować kropkę na powikłaniu i nazwać to planem naprawczym.
Twarz pacjenta nie jest kartką papieru.
Kredka nie zastąpi wiedzy.
Facebook nie jest konsylium.
A pewność siebie bez kompetencji to nie profesjonalizm.
To hazard.
Tylko że żetonem jest czyjaś twarz.
Klauzula ochrony treści
Treść ma charakter edukacyjny, publicystyczny i opiniotwórczy.
Materiał stanowi analizę zjawisk występujących w branży beauty i nie odnosi się do żadnej konkretnej osoby. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie całości lub fragmentów publikacji bez zgody autora jest zabronione. Wszystkie prawa zastrzeżone. © Lex Beauty.
05/06/2026
Co za dużo, to niezdrowo. Także w medycynie estetycznej.
Patrząc na takie przypadki, mam wrażenie, że coraz częściej zapominamy o jednej podstawowej zasadzie biologii:
organizm ma swoje granice.
Komentarze pod tym postem, były bardzo niemerytoryczne. Pisano, że to niemożliwe, sugerowano, że może to wpływ złej diety, ale nie wiązano tego z zabiegiem. Większość uważała, że to nie ma wpływu z zabiegiem.
Otóż ma i to bardzo oczywiste, w jaki sposób to wpłynęło na ten „ efekt”
Nie każda zmarszczka wymaga preparatu.
Nie każda dolina łez wymaga wypełnienia.
Nie każda wiotkość wymaga kolejnej ampułki.
Nie każda okolica twarzy dobrze toleruje wielokrotne podawanie różnych substancji.
Na zdjęciu widzimy wyraźny obrzęk okolicy dolnych powiek po zabiegu z użyciem polinukleotydów i atelokolagenu, czyli kolagenu pochodzenia zwierzęcego. Według opisu reakcja pojawiła się około 14 dni po zabiegu.
I to wcale nie wyklucza związku z procedurą.
Wręcz przeciwnie, z medycznego punktu widzenia taki czas może pasować do reakcji opóźnionej.
Dlaczego mogło do tego dojść?
Okolica oka jest jedną z najtrudniejszych anatomicznie okolic twarzy. Skóra jest tam bardzo cienka, tkanka luźna, a odpływ limfy delikatny. Nawet niewielki stan zapalny może dać duży, widoczny obrzęk.
Po podaniu preparatu do tkanek organizm nie zachowuje się jak bierna gąbka. Uruchamia odpowiedź biologiczną.
Może dojść do:
napływu komórek zapalnych,
zwiększenia przepuszczalności naczyń,
zatrzymania płynów,
zaburzenia drenażu limfatycznego,
aktywacji układu odpornościowego.
Atelokolagen, nawet oczyszczony, nadal jest białkiem obcego pochodzenia. Organizm może rozpoznać go jako materiał obcy i uruchomić reakcję immunologiczną. Takie reakcje nie zawsze pojawiają się natychmiast. Mogą narastać po kilku dniach, po dwóch tygodniach, a czasem jeszcze później.
Do tego dochodzą polinukleotydy, które również mają wpływać na środowisko tkankowe i procesy naprawcze. A proces naprawczy nie dzieje się bez udziału stanu zapalnego. Marketing mówi „biostymulacja”, ale medycyna mówi: aktywacja komórek, mediatorów zapalnych, makrofagów i przebudowy macierzy pozakomórkowej.
Pod oczami nawet niewielka retencja płynu wygląda jak duży problem.
W policzku może byłoby to prawie niewidoczne.
Pod powieką widać wszystko.
I tu dochodzimy do najważniejszego.
Problemem często nie jest sam preparat. Problemem jest kwalifikacja.
Nie każda osoba nadaje się do zabiegów pod oczami. Jeżeli pacjent ma skłonność do obrzęków, słaby drenaż limfatyczny, przepukliny tłuszczowe, wiotkość przegrody oczodołowej, choroby autoimmunologiczne, aktywny stan zapalny albo ogólnie przeciążony organizm, to nawet „delikatny” zabieg może dać ciężką reakcję.
Bo tkanki nie czytają ulotek reklamowych.
Makrofagi nie oglądają webinarów.
Układ odpornościowy nie wie, że preparat miał „pięknie regenerować”.
Organizm reaguje na to, co zostało wprowadzone do tkanek.
Dlatego zasada „więcej preparatów, lepszy efekt” jest jedną z najbardziej niebezpiecznych iluzji w estetyce.
Czasem więcej oznacza po prostu więcej stanu zapalnego, więcej obrzęku, więcej ryzyka i więcej problemów dla pacjenta.
Twarz nie jest półką sklepową, na której można testować każdą nowość.
To żywa tkanka.
A żywa tkanka ma swoje granice.
Czasami najlepszym zabiegiem jest powiedzenie:
stop, na dziś wystarczy.
Bo w estetyce, tak jak w medycynie, nadal obowiązuje stara zasada:
co za dużo, to niezdrowo.
I niestety ale tych preparatów nie da się rozpuścić a układ immunologiczny rządzi się swoimi prawami . Teraz w przypadku braku ustąpienia objawów, należy się skierować do lekarza, zrobić USG i próbować pomóc tej klientce. A nie diagnozować i udzielać porad na grupach facebookowych.
Bo nigdy nie wiesz, kto siedzi po drugiej stronie ekranu i jakie ma ogólne pojęcie o powikłaniach. W mojej opinii i czytając tamte komentarze, niestety marne.
Klauzula ochrony treści
© Mariola Sater-Kołaczuch. Materiał ma charakter edukacyjny i publicystyczny. Opisany przypadek służy wyłącznie omówieniu możliwych mechanizmów biologicznych i nie stanowi diagnozy konkretnej osoby. W materiale wykorzystano publicznie dostępne zdjęcia w celu analizy edukacyjnej zgodnie z prawem cytatu. Udostępnianie materiału w całości wraz z oznaczeniem autora jest dozwolone. Kopiowanie, modyfikowanie lub publikowanie fragmentów bez zgody autora jest zabronione. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej konsultacji lekarskiej.
05/06/2026
Po każdym moim poście o powikłaniach dostaję dziesiątki wiadomości. Nie od hejterów. Nie od konkurencji. Od kobiet.
Kobiet, które przez lata słyszały:
„To się wchłonie.”
„To nie od kwasu.”
„To od wieku.”
„To od stresu.”
„To od tików nerwowych.”
„To pani uroda tak się zmieniła.”
A potem wysyłają zdjęcia.
Jedna z Pań napisała, że od 4 lat nic nie wstrzykuje w usta, a problem pozostał do dziś.
Co usłyszała od osoby wykonującej zabieg?
że zmarszczki wokół ust nie mają związku z powiększaniem, tylko z tikami nerwowymi.
I właśnie tutaj zaczyna się problem.
Bo medycyna zna mechanizmy, które mogą tłumaczyć takie zmiany znacznie lepiej niż “tiki nerwowe”.
Kwas hialuronowy nie jest substancją całkowicie obojętną dla tkanek. Zwłaszcza gdy zabiegi wykonywane są wielokrotnie przez lata.
W literaturze opisano między innymi:
• przewlekły stan zapalny o niskim nasileniu,
• włóknienie tkanek,
• powstawanie blizn mikroskopowych,
• zaburzenie naturalnej pracy mięśnia okrężnego ust,
• migrację preparatu poza miejsce podania,
• przewlekłe zatrzymywanie wody i obrzęki,
• zmiany w układzie limfatycznym.
Mięsień okrężny ust działa jak elastyczny pierścień. Odpowiada za mowę, jedzenie, picie, mimikę i napięcie skóry wokół ust.
Jeżeli przez lata zmienia się biomechanikę tej okolicy poprzez wielokrotne podawanie wypełniaczy, tkanki mogą zacząć pracować inaczej niż wcześniej.
W efekcie niektóre osoby obserwują:
• pogłębienie zmarszczek palacza,
• marszczenie skóry wokół ust,
• deformację czerwieni wargowej,
• utratę naturalnych proporcji,
• przewlekłe obrzęki,
• uczucie sztywności tkanek.
Co ciekawe, część pacjentek zauważa te problemy dopiero wtedy, gdy preparat częściowo się rozłoży lub przestanie utrzymywać objętość. Wtedy ujawniają się zmiany, które przez lata były maskowane przez sam wypełniacz.
Czy każda osoba po powiększaniu ust będzie miała taki problem?
Oczywiście nie.
Ale twierdzenie, że zmarszczki wokół ust po wielokrotnych zabiegach na pewno nie mają związku z wypełniaczami, jest równie nieprawdziwe.
Współczesna literatura opisuje zarówno migrację kwasu hialuronowego, jak i długotrwałą obecność preparatu w tkankach przez wiele lat oraz reakcje włóknienia i przebudowy tkanek.
I jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi.
Nie trzeba przez lata regularnie powiększać ust, aby pojawiły się problemy.
Czasami wystarczy jeden zabieg.
Jeden zabieg może przebiec bez żadnych powikłań, ale może również pozostawić zmiany widoczne przez wiele lat.
Dotyczy to zwłaszcza przypadków migracji preparatu, przewlekłego stanu zapalnego, włóknienia tkanek, zaburzeń pracy mięśnia okrężnego ust czy reakcji immunologicznych.
W gabinetach coraz częściej spotyka się osoby, które od kilku, a nawet kilkunastu lat niczego już nie podają do ust, a mimo to nadal obserwują asymetrię, sztywność tkanek, zmarszczki wokół ust, nieprawidłowy kontur lub uczucie „obcego materiału” w tkankach.
To właśnie dlatego argument: „przecież robiłam tylko raz” nie zawsze oznacza, że problem nie może mieć związku z przebytym zabiegiem.
Organizm nie działa jak gumka do mazania.
Tkanki mają pamięć biologiczną. Jeśli doszło do przebudowy tkanek, włóknienia lub przewlekłej reakcji zapalnej, ślady takiego procesu mogą pozostać znacznie dłużej niż sam efekt estetyczny, który był obiecywany przed zabiegiem.
I właśnie dlatego świadoma zgoda pacjenta powinna obejmować nie tylko informacje o efekcie, ale również o tym, że niektóre następstwa mogą utrzymywać się przez wiele lat, a czasem okazać się trudne do całkowitego odwrócenia.
To jest szczególnie ważne, bo wiele pacjentek żyje w przekonaniu, że kwas hialuronowy „znika po 6-12 miesiącach”.
✅Tymczasem badania z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego wykazały obecność materiału w tkankach nawet po wielu latach od podania, a w części przypadków obserwowano również długotrwałą przebudowę tkanek po samym zabiegu. Właśnie dlatego coraz więcej specjalistów odchodzi od narracji, że każdy efekt i każda zmiana po wypełniaczach są całkowicie odwracalne.
🛑Dlatego warto słuchać pacjentów.
Jeżeli setki kobiet pokazują podobne zdjęcia i opisują podobne objawy, to nie można każdej z nich powiedzieć, że winny jest stres, wiek albo tiki nerwowe.
Czasem odpowiedź znajduje się dokładnie tam, gdzie nikt nie chce jej szukać.
To nie jest wina osoby, która zaufała i poszła na zabieg. To wina specjalisty, który nie poinformował o możliwych następstwach długofalowych.
Dlatego nie hejtujmy tych osób, one Wam ufają a potem ponoszą tego konsekwencje.
A Ty drogi kliencie, przed usługą masz omówione wszystkie możliwe powikłania?
Klauzula ochrony treści
Niniejszy materiał ma charakter edukacyjny i informacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej konsultacji zdrowotnej. Opisane przypadki są przykładami zgłaszanych przez pacjentów doświadczeń i nie przesądzają o przyczynie występujących zmian u konkretnej osoby. Każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny przez lekarza posiadającego odpowiednie kwalifikacje. Powielanie treści wyłącznie za zgodą autora. Cytowanie dozwolone z podaniem źródła.
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Telefon
Strona Internetowa
Adres
Katowice
40-001
